Hiperaktywny królik i cyniczny pies znowu w opałach. Tym razem jest weselej, ale też niestety krócej i dużo łatwiej.

Sam i Max atakują ponownie. Pierwszy epizod był totalnie wykręcony, z drugim jest dużo lepiej, bo autorzy sugerują, którędy do celu. Problem znowu dotyczy telewizji, to chyba jakiś fetysz twórców – poprzednio było o przebrzmiałych gwiazdach TV z lat sześćdziesiątych. Dlatego pierwsze wrażenie jest fatalne, bo już byłem pewien, że dostanę to samo co poprzednio. Na szczęście te niedobre uczucia zostały szybko wymazane z mojego umysłu nieprawdopodobnie wysokim poziomem humoru.
Znana gwiazda talk show przetrzymuje gości jako zakładników. Na miejscu okazuje się, że sami chcą u niej siedzieć. Każdy z nich dostał autobus na własność i liczą na to, że zaraz sypną się następne prezenty. Ta aluzja do gwiazdy amerykańskich talk show Opry Winfrey, u której publiczność dostała raz samochody od sponsora, może być dla niektórych zbyt odległa, jednak gra broni się poziomem absurdu. Sam i Max postanawiają uwolnić widzów od prowadzącej, ale na show się nie wbiją, jeśli nie dowiodą kwalifikacji – tak, zgadliście, znów mamy globalną paroetapową zagadkę. Trzeba podpisać kontrakt z wytwórnią muzyczną, zostać bohaterem wielkiego skandalu i udowodnić, że coś się osiągnęło w mediach. Zagadki rozgryzamy w dowolnej kolejności, łatwo daje się domyślić, co i jak osiągnąć – miejscami aż zbyt łatwo. W poprzednim epizodzie wykombinowanie, skąd wziąć górę pieniędzy, było trudniejsze, tym razem rozwiązanie jest banalne i podsunięte nam pod sam nos. Znowu mamy też moment z jeżdżeniem samochodem, ale zabawa jest jeszcze prostsza niż poprzednio, do tego jej finał też trochę mniej zabawny.
W ogóle przez całą grę nie opuszczało mnie poczucie, że autorzy nie wykorzystali swoich szans. Pomysł postawienia Sama i Maksa przed kamerami paru nieskończenie głupich programów telewizyjnych jest świetny, ale droga do rozwiązania zagadek zdecydowanie zbyt jasno oświetlona. Jedynie wygranie miejscowej mutacji Idola było jakimś tam wyzwaniem, rozbicie banku w skróconej wersji Milionerów (jedno pytanie to więcej czasu dla sponsorów i reklamodawców!) okazalo się już banalne. Finał gry trochę poprawił wrażenie, ale ogólnie ci, którzy narzekali na zbyt wysoki poziom abstrakcji w pierwszym epizodzie, teraz będą mieli z górki i nawet przez myśl im nie przejdzie zajrzenie do solucji. No, chyba że chcą całą zabawę skończyć w pół godziny – ja, grając całkowicie nienerwowo, zobaczyłem napisy końcowe po 120 minutach gry. To jeszcze mniej niż w epizodzie pierwszym. Gra stała się stanowczo zbyt krótka.
Grafika nie uległa zmianie i nadal jest bardzo dobra, tak samo przyjemne jest sterowanie i prowadzenie kamery, która w większości miejsc stoi w miejscu, ale czasami przesuwa kadr, śledząc Sama. Używanie przedmiotów i przeglądanie niewielkiego ekwipunku jest nadal cudownie intuicyjne: inni twórcy przygodówek powinni się uważnie przyjrzeć rozwiązaniom w tej grze.

Udźwiękowieniu nie da się wiele zarzucić, a to, jak niektórzy aktorzy grają swoje role, totalnie zwala z nóg. Lektor podkładający właściciela mieszkania w takiej jednej telenoweli, do której wkręcają się Sam z Maksem, jest po prostu mistrzem świata. Gość (jest kurczakiem!) ma dystyngowany angielski akcent, a telenowela jest głupsza od programu Grasz czy nie grasz. Na tym tle zadziwiająco słabo wypada… Sam! Niektóre kwestie wypowiadane przez niego zbyt wyraźnie odcinają się od poprzednich: studio nagraniowe nie powinno do tego dopuścić! Spodziewałem się dłuższej zabawy i tym razem na nieco inne kopyto niż zabawne opowiastki o telewizji. Do tego poziom trudności sprawia, że nie trzeba się wysilać – a w przygodówce to wada! Jedynka lepsza.
Recenzja ukazała się w PLAY 2/2007
Redakcja Sam & Max Episode 2: Situation: Comedy Opinii: 1
Recenzja Wallace And Gromit in Fright Of the Bumblebess
Recencja Sam & Max: Ice Station Santa
Recenzja Sherlock Holmes Kontra Arsène Lupin
Recenzja Sam & Max: Sezon 1
Recenzja Gotowe na wszystko






BRAK KOMENTARZY