Królowa powróciła na stare śmieci pokazać, kto rządzi w mieście. Niespecjalnie przeszkadza jej, że odziano ją w zeszłoroczne szaty, bo jest piękna jak nigdy dotąd.
Pierwsza myśl po rozpoczęciu zabawy – grałem w to rok temu. Następna, u wielkich drzwi wiodących do górskiego grobowca – grałem w to 11 lat temu. Ale ten remake najstarszej części na silniku najnowszej zostawia swe poprzedniczki daleko w tyle.
ŁYK DOŚWIADCZENIA
Wszyscy kochaliśmy klimat pierwszej części. Osamotniona archeolog przemierzała grobowce nawiedzane tylko przez dzikie zwierzęta. Strzelanie do nich stanowiło idealny przerywnik między ekstremalnie trudnymi sekcjami platformowymi.
Anniversary podąża tą samą drogą. W końcu po wielu latach wyrzucono nudną walkę z kierowanymi przez słabe algorytmy strażnikami, mafiosami i innymi statystami, pozostawiając agresywne nietoperze, wilki, niedźwiedzie czy raptory. Po latach gryzienia kamieni uodporniły się tak, że na luzie przyjmują garść ołowiu, nie rezygnując z ataku. Dlatego nie można stać i grzać, trzeba robić uniki, gdy szarżują, albo uskoczyć i w zwolnionym tempie wymierzyć soczysty strzał prosto w czoło. Jeśli pojawia się człowiek, to najczęściej w interaktywnej wstawce przerywnikowej, gdy mamy wciskać klawisze według informacji na ekranie, żeby nie dać się zabić. Żałuję, że ten element jest tak prosty – gdyby jeszcze trochę wydłużyć czas między klawiszami, można by było pójść zrobić sobie herbatę. Za mało w tej zabawie dynamiki, przez co zupełnie nie sprawia frajdy.
Za to przemierzanie kolejnych poziomów to absolutna rewelacja. Starzy wyjadacze pamiętają, jak ciężko grało się w stare Tomby, jak często robiło się o krok za dużo przez brak udogodnień takich jak automatyczne chwytanie krawędzi. Silnik Legendy zapewnia ten luksus i dużo więcej, więc gra się łatwiej i przyjemniej. O irytującym wymierzaniu skoków co do milimetra zapomniałem i nigdy nie będę już musiał pamiętać.
MŁODZIEŃCZA FANTAZJA
Sterowanie padem łykam szybko bez popitki, by skupić się na poszukiwaniu drogi. Legenda była pod tym względem za prosta – kamera ustawiała się tak, by pokazać, dokąd kierować kroki. Teraz dużo łatwiej wczuć się w rolę poszukiwacza. Czasem specjalnie pokazana jest zła droga, innym razem nie widać, czy na pewno jest czego się chwycić, więc skaczę trochę na oślep. Luzik, w razie pomyłki i śmierci bohaterki załadowanie ostatniego checkpointu trwa dosłownie trzy sekundy, więc zabawa jest płynna, przyjemna i rzadko stresująca. Choć są momenty, gdy Lara biega po ruchomych platformach i na kilka idealnie wykonanych skoków ma kilkanaście sekund.
Odpalcie oryginał, zdziwicie się, ile poprawiono w projektach poziomów. Bardzo mało wracania do tych samych miejsc, sporo skakania po świetnie rozplanowanych półkach skalnych i huśtania się na linie zaczepianej o wystające tu i tam haki. By odkryć wszystkie sekrety, trzeba się nie lada natrudzić, mieć sokoli wzrok i pokombinować z fizyką. Niby dość pociągnąć za kamień, by znaleźć drogę do skarbu, ale najpierw trzeba go wypatrzyć, a to niełatwe. Krótko: koniec ze stresem towarzyszącym graniu w oryginał i koniec ze śmiesznie niskim poziomem trudności Legendy.
To świetnie wyważona gra z dobrą ilością strzelania i mnóstwem zwiedzania grobowców. Żadnych misji w Tokio, Wenecji czy Strefie 51. Powrót do korzeni, ale z głową.
Recenzja ukazała się w PLAY 7/2007
Recenzja Tomb Raider Anniversary Opinii: 1
Recenzja Kajko i Kokosz: Szkoła Latania
Recenzja Constantine
Recenzja Second Side
Recenzja Dungeon Siege II: Broken World
Recenzja Peter Jackson’s King Kong





BRAK KOMENTARZY