Playpc.pl » Recenzje » Recenzja Splinter Cell: Double Agent

Najlepszy siwiejący agent świata infiltruje szeregi terrorystów. Najtrudniejsza misja? Może. Najfajniejsza? Z całą pewnością!

Sam Fisher po śmierci córki zmienia się nie do poznania. Jego zamiłowanie do obcisłych gumowych wdzianek i zielonych potrójnych gogli słabnie, podobnie jak wola przeżycia – podejmuje się arcytrudnego i bardzo niebezpiecznego zadania przeniknięcia w szeregi John Brown’s Army. JBA to terroryści, którzy pichcą coś wybuchowego, a szefowie Sama z NSA chcą temu zapobiec. Nie są znane wszystkie powiązania terrorystów, więc nie można ich tak po prostu wygarnąć z kryjówki. Sam ma dotrzeć do sedna, a przy okazji zabić paru drani i parę niewinnych osób, o ile tylko będzie tak chciał.

Tak, wiem, fabułę znacie na pamięć, ja też. Jej prowadzenie w grze nieco szwankuje, co niestety jest splinterową tradycją. Nie wiem, zabrakło pieniędzy na nakręcenie sensownych filmów przerywnikowych? Pomiędzy misjami dowiadujemy się tylko, że mamy na nie wyruszyć i to wszystko, głębi w tym żadnej nie ma, sens daje się odkryć, ale nie zmienia to faktu, że ślizgamy się po dobrej opowieści siedzącej gdzieś tam w środku. Na szczęście każda z tych oderwanych od siebie misji mogłaby spokojnie posłużyć za kanwę dobrego filmu sensacyjnego. Albo przynajmniej jego konkretnych czterdziestu minut.

Dzieje się tak dlatego, że każde zadanie potraktowano z pieczołowitością godną reżysera filmowego, nie gościa od odbębniania kolejnych leveli. Weźmy taką misję w Szanghaju. Miejsce akcji – wieżowiec. Czas akcji – sylwester, tuż przed północą. Sam przylatuje helikopterem razem z terrorystami, by zabrać notatki z pokoju pewnego doktora (tego chcą terroryści) i podsłuchać ich negocjacje z dostawcami tajemniczego czegoś o kryptonimie Red Mercury (to zleca NSA). Zaczyna się jak u Hitchcocka trzęsieniem ziemi: pilot śmigłowca słabnie, Sam musi dotrzeć do jego fotela i ustabilizować maszynę. Prosta minigra, a ile frajdy daje! Potem jest przez moment standardowo, przejście przez dach wieżowca, ominięcie paru strażników, zjazd po linie, zhakowanie dźwigu, by jego ramię wysunęło się poza krawędź dachu. Zaczyna się jazda bez trzymanki, to znaczy z trzymanką, bo inaczej spadamy kilkaset metrów.

Śmiganie po wąskich parapetach wieżowca dostarcza niezapomnianych wrażeń, a potem nas jeszcze gonią z reflektorem i trzeba się bardzo spieszyć. Wejście do budynku łączy się z wyciągnięciem przez okno niefortunnego palacza, a potem… sami zobaczycie. Dość powiedzieć, że mamy tu jeszcze synchronizowanie działań z wybuchami fajerwerków, chowanie się, gdy słyszymy, że zaraz odpalą sztuczne ognie oraz linę z hakiem wstrzeloną z helikoptera do wnętrza budynku przez okno. Oraz bardzo, bardzo dużo zabitych lub ogłuszonych ludzi.

Bo w Double Agencie, tak samo jak poprzednio, Sam Fisher podczas zadania jest spuszczony ze smyczy. Jeśli morduje cywili, ludzie z NSA brzęczą mu coś tam w słuchawce, ale nie spada nic poza wynikiem końcowym misji, który jest nieważny, bo nic z niego nie wynika. Fajne jest natomiast to, że gra promuje ciche zachowania – w każdym zadaniu jednym z pobocznych celów jest dotarcie dokądś bez wywoływania alarmu. Dobrze kombinujecie, gość z przeciętą tętnicą szyjną alarmu nie wywołuje. Takie cele często odblokowują nowe gadżety, jak na przykład automatyczny wytrych czy mina ścienna ogłuszająca wrogów – miłe to, ale nieprzydatne, bo Sam po prostu za dużo już umie, żeby bawić się jakimiś tam kamerami psikającymi gazem. Kosa w brzuch albo strzał piąchą z ciemności – różnica między prawym i lewym przyciskiem myszki to tutaj różnica między ogłuszeniem a zabójstwem.

Zabawa jest zupełnie inna, gdy między zadaniami (niektórymi) przenosimy się do siedziby John Brown’s Army. Tu jest niebezpiecznie – nie można dać się złapać na żadnej podejrzanej akcji, bo nasze poważanie u członków JBA natychmiast spada do zera i gra żegna napisem Game over. Dlatego też należy bardzo uważać, a przy zamkach i kłódkach grzebać dopiero wtedy, gdy nikt nie patrzy, względnie gdy gasimy w okolicy światła. To jednak może wzbudzić podejrzliwość strażników, jak na przykład tego drania, który pilnuje biura szefa JBA. A w biurze stoi taki jeden niezwykle ciekawy sejfik! Przydaje się nowa zabawka doczepiana do pistoletu, urządzenie, które emituje fale zakłócające prace urządzeń elektrycznych, dzięki czemu nie zostawiamy za sobą najmniejszych nawet śladów.

Gra jest dość trudna dla kogoś, kto nie jest ograny ze Splinterem – już w pierwszej misji są dwie czasówki, zegar tyka też przy każdej wizycie w JBA, co wydatnie podnosi adrenalinę. Bardzo za to uprościł grę nowy system widoczności Sama oznaczany kolorem komórki noszonej przez niego na plecach. Tym razem są tylko jego trzy stany! Jesteśmy albo całkowicie niewidoczni, albo na granicy widzialności, albo w pełnej krasie. Dużo lepiej sprawdzał się wskaźnik z Chaos Theory, który miał znacznie większą skalę i generował mniej bzdur typu niewidzialny gość przekradający się przez płonącą salę. W Double Agencie starano się jak najbardziej uprościć interfejs i to niestety był zły krok, bo już nie widać na przykład poziomu głośności otoczenia i nie wiadomo, jak szybko można w związku z tym się poruszać, podczas gdy w Chaos Theory pokazywany był generowany przez nas hałas na tle szumu otoczenia.

Do tego przeszkadzały mi ikonki wyskakujące na sam środek ekranu, które zastąpiły opisy czynności z poprzednich części – wiecie, otwórz drzwi, podnieś ciało. Niewygodnie się to przewija, zasłania taka ikonka wszystko – ja rozumiem trend przybliżania gier masom, ale to już przesada. Masy potrafią czytać, poza tym jestem pewien, że każdy, kto nie gra na co dzień w gry komputerowe, zniechęci się już w pierwszej misji tymi dwoma czasówkami. Nie lubię też zaznaczania checkpointów w nowym Splinterze – zamiast dyskretnego napisu znienacka cały ekran robi się czarny, a ja przez parę chwil widzę monstrualny napis Saving wybijający mi z żył podekscytowanie.

Mistrzostwem świata są za to minigry – stare dobre dłubanie w zamkach nie zmieniło się od czterech części, ale już na przykład hakowanie elektronicznych zabezpieczeń to rewelacja. W rozsypance szybko zmieniających się liczb mamy znaleźć tę, która się nie zmienia i na nią kliknąć – to krok w przód względem słabego i mało emocjonującego hakowania z CT. Kapitalne jest też otwieranie sejfów i minigra z zakładaniem zapalników w minach, choć w wypadku sejfów przyciężki palec na klawiszu kierunkowym może być powodem głębokiej frustracji.

Wymagania sprzętowe gry są grubo przesadzone. Wygląda ona nieco lepiej niż Chaos Theory (wciąż porażająca maestrią wykonania), do tego znakomita większość zadań toczy się w świetle dnia, żebyśmy nie musieli katować oczu tym paskudnym noktowizorem, ale żądanie karty obsługującej pixel shadery w wersji 3.0 to bezczelność. Double Agenta nie uruchomi nikt z kartą słabszą niż GeForce 6600 (albo ATI serii X).

Na szczęście potem gra już działa z zadowalającą prędkością, nawet jeśli włączamy rozmaite bajery. Nie ma wśród nich jednak starego, dobrego antyaliasingu, co jest niestety niemiłym trendem w grach Ubisoftu (Ghost Recon: Advanced Warfighter też go nie ma). Ale i bez tego gra wygląda nierealnie (chociaż – mówię to z ciężkim sercem – na Xboxie 360 prezentuje się jeszcze lepiej). Ogólnie Double Agent szalenie mi podpasował. Nerwowe spoglądanie na zegarek podczas misji w siedzibie JBA, fantastyczne, hollywoodzkie poziomy, kapitalne minigry i dobry klimat, który mógłby być rewelacyjny, gdyby autorzy lepiej przyłożyli się do prezentacji fabuły. To bardzo dobra gra, chociaż trochę zbyt krótka – na jej ukończenie starczają zaledwie trzy wieczory.

Recenzja ukazała się w PLAY 12/2006

Recenzja Splinter Cell: Double Agent Ocena: 80 Opinii: 1

BRAK KOMENTARZY

DODAJ KOMENTARZ

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.


Auto Świat| Autoinfo.pl | Sport | Relacje24.pl | Newsweek | Gamezilla.pl | Forbes | Komputer Świat | Komputer Świat Ekspert | Fakt.pl
redakcja.newsweek.pl | Portal studencki | W-spódnicy.pl | Koktajl24.pl | Dziennik | Sport | Sklep LITERIA.pl | Prezenty i życzenia
Gry | Play PC | Słownik komputerowy | Szybki Download | Poradnik do gry | WPrzerwie.pl | Prezenty i Życzenia
Oferty Pracy | Wzory CV | Sennik | Gry na komórki | oFeminin.pl | Last Chaos | praca.fm | Bielizna Perfumy Promocje