Playpc.pl » Recenzje » Recenzja Peter Jackson’s King Kong

Wielka małpa ganiająca za piękną panną po tajemniczej dżungli to samograj. Aż dziw, że wraca dopiero teraz, dobrze, że w takim stylu.

Zmontowana pospiesznie wyprawa filmowa na tajemniczą wyspę od początku idzie nie tak. Ekipie stają na drodze relikty natury, jak gigantyczne nietoperze i dinozaury, całe miasto dzikich z zagubionego plemienia oraz Kong, piętnastometrowy goryl, któremu ma być złożona w ofierze piękna aktorka Ann Darrow. Nim dzielny Jack Driscoll zdąża zginąć w jej obronie, wielka małpa zakochuje się w Ann na zabój. Ktoś nie wie, co było dalej?

Aż dziw, że dopiero teraz powstał remake tej historii. Nakręcił go Peter Jackson, a grę zrobił Michel Ancel, ten od Raymana oraz Beyond Good & Evil. Obaj wykonali kawał dobrej roboty.

Jako Jack wkraczamy do akcji, gdy ekipa ląduje na wyspie. Wokół szaleje sztorm, do morza wpadają kamienie wielkości aut, ale cudem docieramy do brzegu. Tutaj poznajemy pierwszych mieszkańców wyspy i przeżywamy szok – widać tylko nasze ręce! Nie ma żadnych wskaźników, co wydatnie wzmacnia filmowy klimat.

System walki daje nam kolejny znak, że to nie klasyczna strzelanina. Problemem jest samo znalezienie jakiejkolwiek broni palnej. Na ogół używamy włóczni i ostro zakończonych kości. Karabiny i pistolety są rzadkością, zaś kul do nich wystarcza zwykle na powalenie kilkunastu mocniejszych przeciwników. Potem wracamy do prymitywnej broni białej i miotanej, nieco trudnej w użyciu, bo kolejne pociski musimy podnosić, ale nadspodziewanie skutecznej.

Droga przez dżunglę jest pełna niebezpieczeństw. Początkowo utrapieniem są tylko olbrzymie stonogi, ale szybko pojawiają się też mięsożerne jaszczury. Sztuka przeżycia to zabawa sama w sobie, bo często zamiast walki znacznie lepsze jest jej uniknięcie. Wykorzystujemy fakt, że różne gatunki patrzą na siebie głównie w kategoriach kulinarnych, na przykład strącając nietoperza pod nogi głodnym gadom. Zwierzęta przez chwilę nas ignorują, zajęte rozszarpywaniem ścierwa.

Większość dinozaurów daje się pokonać, ale są wśród nich takie, przed którymi ratuje tylko ucieczka. Sekwencje, w których zmykamy przed goniącymi nas olbrzymami, należą do najbardziej emocjonujących w grze. Naszym zadaniem najczęściej jest odciąganie uwagi polującego potwora od naszych kompanów, którzy przeważnie zajmują się w tym czasie otwieraniem przejścia. Ale nasi koledzy to nie kukiełki do kręcenia korbami. Mają instynkt samozachowawczy, znajdują sobie broń i całkiem sprawnie się nią posługują. Mimo tego musimy na nich uważać, bo dwa, góra trzy ataki zabijają każdego członka naszej ekipy, włącznie z głównym bohaterem. Za to wystarcza chwilę odczekać, aby wrócić do walki w pełni sił.

Z pomocy towarzyszy korzystamy też, odblokowując drogę. Oprócz walki z siłami natury rozwiązujemy proste zagadki, najczęściej wypalając krzaki lub znajdując uchwyt do kołowrota. Czasem wymaga to pomysłowości, ale zadania są raczej łatwe. Trudniejsze wyzwania pojawiają się dopiero pod koniec. Jednocześnie wypalamy krzaki, by nie przeszły tamtędy potwory, odwracamy uwagę polującego na nas dinozaura i odganiamy nietoperze.

Tytułowy bohater pojawia się kilka razy, wprowadzając zupełnie inny rodzaj rozgrywki niż bieganie ludzikiem. Konga widzimy zawsze w całej okazałości, jak szaleje na ekranie, rozdając potężne ciosy, łamiąc karki, rzucając drzewami i przenosząc co jakiś czas wrzeszczącą Ann z miejsca na miejsce. Sekwencje, w których pędzimy przez dżunglę, czepiając się wystających konarów i biegając po pionowych ścianach kanionów, przypominają grę Prince of Persia, tyle że tutaj sterowanie zostało maksymalnie uproszczone i spaść niemal nie sposób.

Te fragmenty są znacznie słabsze od walk, w których nie mamy może bardzo szerokiego asortymentu ciosów, ale to, co jest, w zupełności wystarcza do rozpętania wyjątkowo widowiskowej awantury. Kong może w dodatku wpadać w szał dający mu chwilową nieśmiertelność, leczący z ran i wzmacniający ciosy. Ubocznym efektem jest fajniutki filtr, dzięki któremu wszystko wygląda jak stary czarno-biały film.

King Kong był robiony z myślą głównie o konsolach i to widać. Do sterowania małpiszonem najlepiej nadaje się dżojpad – na klawiaturze niektóre fragmenty mogą przyprawić o ciężką frustrację. Jackiem lepiej kieruje się za pomocą myszy, ale sterowaniu daleko do elastyczności z Quake’a czy Call of Duty. Widok automatycznie centruje się, gdy idziemy, a rozglądanie się na boki jest opóźnione i mało dokładne. To wkurza, jednak gra jest na tyle fajna, że trudno się tym przejmować. Konsolowe korzenie widać także w grafice. Na monitorze o wysokiej rozdzielczości bezlitośnie wyłażą wszystkie uproszczenia, które maskuje telewizor. Tekstury są miejscami paskudne i mocno rozmyte, włosy wyglądają brzydko, jak poprzyczepiane do postaci płachty postrzępionego materiału, a potwory są za mało zróżnicowane – kilka typów dinozaurów, parę rodzajów stawonogów i wszechobecne nietoperze różnych rozmiarów to niewiele.

Mimo powyższych zastrzeżeń wrażenie jest dobre. Dzięki zastosowaniu odpowiednich filtrów oraz ciekawym efektom świetlnym gra ma rewelacyjną atmosferę. Tajemnicza dżungla, w której promienie słońca przebijają się przez liście, a gęste zarośla blokują drogę, wygląda jak z obrazka. Animacja jest wzorowa. Widok wielkiego dinozaura wyskakującego z poślizgiem zza rogu i szarżującego w naszą stronę jest niezapomniany, podobnie jak rozdziawiona, rycząca paszcza dziesięciometrowego tyranozaura. Litrami cieknie z niej ślina, a gdy potwór wydziera się, cały świat rozmywa się w kolejnym sympatycznym efekcie specjalnym. Śmigając Kongiem, szybko przestajemy zauważać jego nieciekawy zarost i wciąga nas podziwianie płynnych ruchów wielkiej małpy. Żadnych przycinek, żadnego urywania animacji, prawdziwie profesjonalna robota.

Znakomitą grafikę podkreśla równie dobra muzyka i efekty dźwiękowe (głównie rozmaite ryki), które bardzo pasują do rozgrywki. Głosów postaciom użyczyli aktorzy z filmu, więc i pod tym względem jest pełna profeska. Zero zadęcia, a przy tym kwestie są wygłaszane z odpowiednim zaangażowaniem, nawet wrzaski Ann wypadają naturalnie.

Autorzy starali się zbliżyć rozgrywkę do filmu i znakomicie im się to udało. W tę grę się nie tyle gra, co ją się przeżywa. Cały czas bierzemy udział w opowieści pędzącej do przodu z prędkością pociągu ekspresowego. Często ograniczamy się do roli widza, obserwując, jak akcja rozwija się przed naszymi oczami. Scena, w której Kong ląduje nam tuż pod nosem i porywa Ann, to jeszcze większy majstersztyk niż ucieczki przed strasznymi jaszczurami. I chociaż szkoda, że gra jest trochę za krótka, za prosta i niezbyt rozbudowana, to jednak wszystkie jej elementy zmiksowano w dobrych proporcjach, dzięki czemu ani przez chwilę nie nudzi i nie frustruje. King Kong to doskonała jazda na kilka godzin i jedna z najlepszych gier filmowych w ogóle.

Recenzja ukazała się w PLAY 1/2006

Recenzja Peter Jackson’s King Kong Ocena: 80 Opinii: 1

BRAK KOMENTARZY

DODAJ KOMENTARZ

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.


Auto Świat| Autoinfo.pl | Sport | Relacje24.pl | Newsweek | Gamezilla.pl | Forbes | Komputer Świat | Komputer Świat Ekspert | Fakt.pl
redakcja.newsweek.pl | Portal studencki | W-spódnicy.pl | Koktajl24.pl | Dziennik | Sport | Sklep LITERIA.pl | Prezenty i życzenia
Gry | Play PC | Słownik komputerowy | Szybki Download | Poradnik do gry | WPrzerwie.pl | Prezenty i Życzenia
Oferty Pracy | Wzory CV | Sennik | Gry na komórki | oFeminin.pl | Last Chaos | praca.fm | Bielizna Perfumy Promocje