Ta niepozorna gra okazuje się absolutną rewelacją. I rewolucją, bo tak pomyślanej przygodówki można ze świecą szukać.

Black Plague to druga część Penumbry. Pierwszej u nas nie opublikowano, a szkoda, bo była równie ciekawa, choć brzydsza i nieco toporniejsza.
Wcielamy się w Philipa, młodego doktoranta fizyki, który po otrzymaniu listu od zaginionego ojca wyjeżdża na Grenlandię. Tam odnajduje ukrytą kopalnę, w której prowadzono tajemnicze badania. Ich efekty są na tyle przerażające, że za każdym razem gdy usłyszymy podejrzany chrobot, umieramy ze strachu.
To przygodówka pełną gębą. Taka, w której trzeba podnosić przedmioty, używać ich na innych i czytać masę tekstu. Ale oprócz klasycznych zagrywek mamy tu też akcje nietypowe. Na przykład aby otworzyć panel elektryczny, trzeba w niego walnąć kawałem betonu. W tym celu trzeba beton własnoręcznie podnieść i… zręcznie machnąć myszką, co w tym gatunku rzadkie. Kombinowanie z przedmiotami to świetna zabawa, dzięki której nawet nudne przygodówkowe czynności (użyj tego na tamtym) stają się ciekawe.

To tak jakby wziąć najlepsze zagadki z Half-Life 2, dodać do nich jeszcze trochę nowych, i to lepszych, a wszystko podlać klimatem podobnym do Zagubionych pomieszanych z Rzeczą Carpentera. Historia jest świetnie opowiedziana (choć wymaga dużo czytania), grafika daje radę (choć nie ma tu rewelacji), a dźwięki są absolutnym mistrzostwem (aż dreszcze chodzą po plecach).
Penumbra zasługuje na nagrodę za oryginalność i nieuleganie ślepemu pędowi za kaboną, przez który wszystkie przygodówki na rynku to kolejne klony Syberii i Najdłuższej podróży.
Recenzja ukazała się w PLAY 4/2008
Recenzja Penumbra: Black Plague Opinii: 1
Recenzja Kajko i Kokosz: Szkoła Latania
Recenzja Constantine
Recenzja Second Side
Recenzja Peter Jackson’s King Kong
Recenzja Obscure II





BRAK KOMENTARZY