Pstrykanie światłem, otwieranie drzwi, zdałoby się – zabawa głupiego, a tu proszę: chyba będzie przygodówka roku.
Nietypowa gra. Akcję widać z kamer systemu bezpieczeństwa, do trzech naraz. Można nimi kręcić, włączać różne tryby obrazu (na przykład termowizję), ale niewiele więcej. Bo to nie my łazimy po opuszczonym statku, tylko doktor Lea Nichols. Zapalając światła, wskazuje się, dokąd ma iść. Tam radzi sobie sama. Sytuacje, w których osobiście manipulujemy czymś za pomocą automatycznego wyposażenia, da się policzyć na palcach jednej ręki pechowego drwala.
Nie ma jakichś wydumanych puzzli do składania, wszystko logicznie wynika z faktu, że gracz siedzi w centrum dowodzenia i stara się pomóc pannie w wyjaśnieniu, co właściwie stało się w zlokalizowanej na statku bazie badawczej. Poza włączaniem świateł równie ważne jest grzebanie w bazie danych, by odkrywać kody dostępu i sposoby użycia urządzeń. Toczy się to gładko, choć często trzeba się natężać, na przykład kamerą odnaleźć zapisany kod, który odblokowuje dostęp do plików w komputerze.
Gra niesamowicie wciąga głównie za sprawą atmosfery autentycznej współpracy między graczem a postacią na ekranach. Lea co chwila coś gada, wyjaśnia albo pogania nas i brzmi to należycie. A byłoby jeszcze lepiej, gdyby w polskiej wersji była aktorka o mniej infantylnym głosie, bo trochę psuje klimat. Ale tylko troszeczkę.
Recenzja ukazała się w PLAY 8/2008
Recenzja EXPERIENCE 112 Opinii: 1
Recenzja Wallace And Gromit in Fright Of the Bumblebess
Recencja Sam & Max: Ice Station Santa
Redakcja Sam & Max Episode 2: Situation: Comedy
Recenzja Sherlock Holmes Kontra Arsène Lupin
Recenzja Sam & Max: Sezon 1





BRAK KOMENTARZY