U pecetowych wielbicieli przygodówek ta gra wywoływała drżączkę i ślinotok. Ciekawe, czy spodoba się konsolowej braci?
Każdy miesiąc miodowy kiedyś się kończy. Główny bohater, sympatyczny pirat Guybrush i jego ukochana Elaine wracają z beztroskiej podróży i jak grom z jasnego nieba spada na nich fatalna wiadomość. Pewien chciwy typek podstępnie pozbawił Elaine rodzinnego domu i stanowiska gubernatora wysepki Melee. Na szczęście dzięki nam Guybrush krzyżuje plany tego łajdaka i szczęśliwie wraca do domu.
Na słowa pochwały zasługuje grafika i dźwięk, które w niczym nie ustępują wersji na peceta. Komiksowe postacie, rewelacyjna muzyka i smakowite dialogi tworzą fantastyczny klimat. Nieco kłopotu sprawiają nam zagadki, zwłaszcza jeśli nie jesteśmy weteranami przygodówek. Zabawę utrudnia brak polskiej wersji językowej, bowiem Escape from Monkey Island pełna jest dziwnego i trudno zrozumiałego humoru. Ta gra zapewnia wiele godzin łamania głowy, jeśli jednak szukamy szybkiej akcji i mocnych wrażeń, to trafiliśmy pod zły adres.
Recenzja ukazała się w PLAY 10/2001
Recenzja Escape from Monkey Island Opinii: 1
Recenzja Wallace And Gromit in Fright Of the Bumblebess
Recencja Sam & Max: Ice Station Santa
Redakcja Sam & Max Episode 2: Situation: Comedy
Recenzja Sherlock Holmes Kontra Arsène Lupin
Recenzja Sam & Max: Sezon 1





BRAK KOMENTARZY