Najlepsza strzelanina wojenna na świecie. Wybuchowy single i uzależniający multi tworzą mieszankę, jakiej nie było – nigdy.

Bohaterów jest dwóch, ale długi, przejmujący film wprowadzający pokazywany jest okiem innej osoby, zaś najlepszy level pokonujemy jeszcze inną. Dobry patent, pozwala się mocno wczuć w grę. O wiele lepiej niż panem Bohaterem z trójki, która ominęła pecety (i dobrze, bo była policzkiem dla każdego Polaka). A to dopiero początek.
WOJENNE STORY
Fabularnie jest to absolutny szczyt strzelanin wojennych, widać, że twórcy zatrudnili do tej roboty prawdziwego scenarzystę, który to wszystko ogarnął, napisał mocną historię, a na koniec wymyślił kapitalny i w sumie nieoczekiwany zwrot akcji. Warto poza ściąganiem spustu uważać na to, co się dzieje, bo opowieść naprawdę zasługuje na sfilmowanie. Ale gra i tak nie pozwala zbytnio się skupić, bo jej autorzy fundują wielogodzinną przejażdżkę bez trzymanki przez zestaw niesamowicie przygotowanych, dynamicznych misji, w których nie ma ani sekundy na nudę. Dla porządku – seria wreszcie przeniosła się w nasze czasy, co pozwoliło autorom na danie graczom do rąk czegoś ciekawszego niż jęczący Garand. Jest tu też całkiem pokaźna liczba technicznych gadżetów, jak obowiązkowy noktowizor, ale i wyrzutnia Javelinów, którymi strzela się do czołgów jak do kaczek. Same starcia przypominają to, co pamiętamy z poprzednich części, czyli pokazują totalne zamieszanie i dziesiątki ostrzeliwujących się nawzajem ludzi. A w samym środku oczywiście gracz i spluwa, zazwyczaj z celownikiem laserowym, dzięki czemu sadzenie headshotów nie stanowi problemu. A jak nie da się trafić w czaszkę, to zawsze można gościa zdjąć przez ścianę, za którą się schował.

Tak, to stanowczo najfajniejsza cecha nowego CoD-a, którą chciałbym widzieć w każdej strzelaninie – przebijalność powierzchni była już w paru grach (w tym w Counter-Strike’u czy Raven Shieldzie), ale dopiero tutaj stanowi sens zabawy. Strzelanie na wyczucie przez ściany jest podstawową umiejętnością bojową, bo jak inaczej można pokonać zaczajonych kolesi, niż waląc do nich przez cienkie drzwi? Na początku przestawienie się wymaga nieco wysiłku, bo lata strzelanin z pancernym wszystkim jednak wypaczają. Ale warto, bo wtedy nie trzeba już idealnie mierzyć w czubeczek głowy wystający zza kawałka blachy falistej, wystarczy kilka pocisków w samą blachę. Rewelacja.
MISJE NIEPODOBNE
Ale samo strzelanie przez ściany byłoby niczym, gdyby nie wymyślono do tego emocjonujących i interesujących zadań. Na szczęście ich mieszanka jest idealnie wyważona – mamy więc i misje, gdzie powinno się być cicho (ale nie jest to koniecznie wymagane), jest jedno zadanie skradankowe, ostrzał z helikoptera, szalone akcje ratunkowe, pogonie, ucieczki… a nawet wygarnianie z samolotu AC-130 Spectre do gości na ziemi z oglądaniem ich przez kamerę termowizyjną. Zupełnie jak w jednym takim filmie, który wyciekł armii USA podczas wojny w Iraku. Towarzyszące temu wrażenie wszechmocy jest niesamowite, a do tego jeszcze dochodzi absolutnie zimny komentarz obsługi, która beznamiętnie informuje, że ktoś zginął albo coś wyleciało w powietrze. To na tym poziomie dopiero człowiek czuje, jak paskudna i oderwana od rzeczywistości potrafi być wojna.

GŁÓD AKCJI
Singla kończy się jednak w zaledwie kilka godzin i to jego największa wada. Do tego pod koniec gry miałem niemiłe wrażenie, że autorzy się zmęczyli i ostatnie zadania zrobili już trochę na odwal się. Chociaż finał na moście jest odpowiednio bezlitosny, a po napisach uruchamia się jeszcze dodatkowa, bardzo dobra i bardzo szybka misja, która już uzyskała status kultowej, ponieważ na najwyższym poziomie trudności zasadniczo nie da się jej przejść. To znaczy da się, co widać ładnie na youtube’ie, ale jest to niesamowite wyzwanie. Mnie się nie udało, od razu mówię.
Zresztą trzeba to powiedzieć wyraźnie – CoD4 został tak intensywnie napakowany akcją, że jest to pierwsza gra od dawna, w której miałem ochotę na rozpoczęcie rozgrywki od samego początku zaraz po obejrzeniu napisów końcowych. Na najwyższym poziomie gra się robi totalnie inna, nie ma już opcji, żeby siedzieć za baryłką i wygarniać: trzeba co chwila zmieniać pozycję, bo wrogowie ciskają granatami i to nadzwyczaj celnie. Brrr, nie cierpię tego brzdęknięcia upadającego granatu, śni mi się po nocach. Tak samo jak wściekłość z powtarzania jednego checkpointu po dwadzieścia razy – ale jest to wściekłość wynagrodzona uczuciem tryumfu, gdy się wreszcie uda obronić tego dziada pod diabelskim młynem. Tak, w to naprawdę nie sposób przestać grać. Dawać jakiś dodatek, sequela, cokolwiek!
NAJPIĘKNIEJSZA
Gra robi kolosalne wrażenie. Także na nie najnowszym sprzęcie. Stworzono tytuł, który w wielu miejscach bardzo łatwo pomylić z raportem CNN z walk w Iraku – postacie poruszają się dokładnie tak jak prawdziwe, mają na sobie pełno wyposażenia, wszystko rzuca cienie, a żołnierzy potrafi być na ekranie naraz kilkudziesięciu. Kapitalny jest efekt rozmycia pierwszego planu przy patrzeniu przez przyrządy celownicze, ten prosty efekt próbowano stosować już w szeregu najrozmaitszych gier, ale idealnie wyszło to moim zdaniem dopiero w CoDzie. Tak samo zresztą jak HDR, który wreszcie nie przypomina syndromu dnia następnego, tylko ładnie symuluje to, co się dzieje z naszymi oczami, gdy wychodzimy z ciemności na zalane słońcem podwórko. Do tego tekstury, budynki, niesamowicie działające światło (flara nad polem bitwy wszystko oświetla tak jak powinna!) i wychodzi coś, czego nie było nigdy wcześniej. Oczywiście okupione jest to okrutną liniowością – większość z tych fajerwerków to wcześniej przygotowane, odgrywane animacje – ale swoboda w tej grze nie jest potrzebna. Potrzebny jest wygląd. I to CoD4 ma – dla mnie ta gra jest znacznie ładniejsza od Crysisa. Mimo że nie da się odstrzelić palmie liścia.

ZŁAPANY W SIEĆ
Czyli co, single się kończy i gra leci w kąt? Nic bardziej mylnego. Moduł gry sieciowej jest tutaj tak dobry, że można w nim utonąć na kilka miesięcy. Oczywiście jest w nim masa rozmaitych trybów rozgrywki, kilkanaście (to dziś ewenement!) map, ale najważniejszy jest erpegowy wątek levelowania żołnierza. Punkty doświadczenia dostaje się za wszystko (włącznie z na przykład zabiciem 150 przeciwników z konkretnego rodzaju broni), a serwerów je zliczających jest prawdziwe morze. Po krótkim czasie odblokowuje się zupełnie absurdalna liczba broni, dodatków do nich oraz specjalnych umiejętności i z tego tygla pichcimy sobie własne klasy żołnierzy, których używamy na określonych mapach. Na przykład na ciasną mapkę – pistolet maszynowy z tłumikiem (nie widać nas na radarze, gdy strzelamy), podbita przebijalność powierzchni i dodatkowe granaty błyskowe. Duża mapa z cienkimi ścianami – karabin maszynowy z uchwytem (mniejszy odrzut), miny kierunkowe i zwiększona moc pocisków… kombinowania jest co niemiara i tylko jeden błąd denerwuje – że takich klas da się mieć naraz zaledwie pięć, powinno być tak z piętnaście slotów więcej. W sumie poziomów jest aż 55, a autorzy już zapowiedzieli, że niedługo będą dodawali nowe giwery i umiejętności. I o to chodzi!
Czwarty Call of Duty – jak widać – urzekł mnie na całej linii frontu soczystą akcją. Chcę więcej takich gier. Bo właśnie na intensywności przeżyć zależy mi w nich najbardziej. Modern Warfare to filmowa jazda bez trzymanki, jakiej jeszcze nigdy wcześniej nie było. Brawo!
Recenzja ukazała się w PLAY 1/2008
Recenzja Call Of Duty4: Modern Warfare Opinii: 1
Recenzja Thrillville Off The Rails
Recenzja Far Cry 2
Recenzja Project Snowblind
Recenzja Terrorist Takedown 2
Recenzja Potwory kontra obcy




Mój ulubiony numer PLAYa i moje ulubione recenzje z niego: CoD4 Cubitussa, Crysis zooltara i Gears of War swetra. Szacun
.
Zgłoś do moderacji
cod 4 żądzi żadna gra go nie zwali nawet nastepne cod-y i bf3,2,1 multi kładzie wszystkie gry świata gram juz z 5 lat w mp i mi się nie nudzi
Zgłoś do moderacji
wlasciwie to mam komentarz do recenzji z plaY LUTY 2012 dotyczacej mw3 a konkretnie opisow killstreakow.
Kolego widze ze nie doceniasz atutow specjalisty bo tak jak wiekszosc grajacych chcesz zabijac nalotami albo dronami szturmowymi…90 procent to tacy jak ty..ale na wsparcie powietrzne mam stingera a przed radarem schowam sie jako asasyn i tyle..
Powiem ci jak dziala atut specjalisty 6 perkow to nie 3 a dobrze ulozone sa poprostu opcja tworzaca doskonala jednostke,nie wiem czy wiesz ze za 8 kill w tej specjalnosci dostajesz atut specjalny JOA ktory powoduje ze umiesz wszystkie perki oprocz przesady bo nie jest mozliwe jej skonfigurowanie na tym poziomie.Gram w klanie!HH! wiec jezeli bedziesz gral to zapraszam na nasz serwer pokaze ci jak dziala ten rodzaj killstreakow,przekonasz sie ze dobry gracz potrafi zrobic z tego naprawde mocna postac.kolego CUBITUSS zapraszam i wszystkich z waszej redakcji do gry z nami.spruboj tak ulozyc atuty specjalisty jako glowne padlinozeca druga bezkompromisowy,trzecia strzelec teraz za jeden kill masz co chcesz biegasz z smg??? to bierzesz pewna reke,nie masz wyrzutni aa??wez niewidocznego,a jezeli lubisz rezac to zreczne rece pomoga ci napewno i to masz za jeden kil!! ale teraz uwaga bo juz za dwa masz kolejna umiejetnosc moze stalker co by szybko pomykac z muszka przy oku??? a tamte kampery zaminowaly sie w domku na resistance to moze zobaczyc gdzie maja rozstawione miny???raport sytuacyjny i wszystko jasne(czerwono mrygajace)Moge ci tak podsowac pomysly ale to wszystko zalezy ofantazji tworzacego klase gracza fakt niewielu tak gra i uzywa tego rodzaju KS ale jestem nieliczny bo radar i tak ktos zawsze ma:)koledzy z sieci doceniaj to jesli ktos ma jaja a nie siedzi w kacie i nabija se serie tak graja cieniasy lub dzieci ktorych pegi nie dotknelo…POZDRAWIAM WAS WSZYSTKICH oprocz gracza dekady HYPERA bo to jest wiesniak a nie zadnen gracz..
Zgłoś do moderacji