Jej bohater ratuje kobiety, a sama gra – honor przygodówek. Ma dobrą fabułę, znakomity klimat i zagadki, nad którymi warto łamać głowę.

Znany z poprzednich części serii George Stobbart zakłada w Nowym Jorku kancelarię prawniczą. Interesy idą źle, a pewnego ulewnego dnia okazuje się, że mogą iść jeszcze gorzej. Do biura wpada urocza blondyna ścigana przez włoskich zbirów. Nie ma czasu na gadanie – trzeba wiać! Tak George daje się wciągnąć w poszukiwania zaginionego skarbu krzyżowców. Przed nami długa i ciekawa przygoda, w trakcie której odwiedzamy Stambuł, Rzym, Arizonę i Watykan. Podróżowania jest sporo, bo do wspomnianych miejsc wracamy czasem po kilka razy.
The Angel of Death to klasyka przygodówek. Elementów zręcznościowych nie ma – choć George skrada się, wspina i skacze, wymaga to spostrzegawczości, nie zręcznych palców. By wdrapać się na górę, wystarcza znaleźć miejsce oznaczone odpowiednią ikoną. Nawet ze stromych przejść czy rurek nie sposób spaść. Te banalne pokazy sprawności czasem wydają się zbędne. Więcej sensu ma przesuwanie ciężkich przedmiotów, bo tu już trzeba kombinować. W ten sposób nie tylko odkrywamy drogę, ale również ostro wysilamy mózgownicę.
Oczywiście w trakcie wędrówek zabieramy, co tylko wpada nam w ręce. George okrada recepcjonistów, strażników, a nawet żebraków. To konieczne, bo większość przedmiotów okazuje się kluczowa w rozwiązywaniu zagadek. Niektórych używamy po kilka razy, inne tylko zaśmiecają kieszenie. Na szczęście zastosowania przedmiotów generalnie pokrywają się z tym, co podpowiada zdrowy rozsądek: nóż służy do cięcia, długopis do pisania, podczas gdy zdechły karaluch… cóż, ten jest wyjątkiem od reguły.
Ważne jest też gromadzenie informacji. Część zdobywamy, obserwując świat, ale większość wyciskamy z rozmówców. Dialogi prowadzone za pośrednictwem ikon są zabawne, a jednocześnie pozbawione dłużyzn. Z przyjemnością się ich słucha. I dobrze, bo nie da rady ich przerwać. Klasycznych łamigłówek jest w grze niewiele. Rozszyfrowanie mechanizmów średniowiecznych krzyżowców sprawia trudności, zatem warto sięgnąć po odnalezione wcześniej wskazówki. Z kolei zabawa układanką symbolizującą włamania do zabezpieczonych systemów jest prosta i przyjemna.

To już drugi trójwymiarowy Broken Sword. Engine jest ten sam, ale grafikę tworzyło inne studio. Jest ładna, ale bez przesady. Najlepiej wypadają płynnie animowane postacie, które trzymają własny, wyrazisty styl. Jednak otoczenie bywa już pustawe i kwadratowe, bowiem wszystkie detale zostały tu umieszczone na samych płaskich teksturach, co nie zawsze przynosi dobre efekty.
Poszczególne sceny oglądamy z odgórnie ustalonych ujęć. Dobrano je nieźle i nawet gwałtowna zmiana kamery nie przeszkadza – po chwili dezorientacji biegniemy we właściwą stronę. Scenarzysta dobrze się sprawił w filmowych przerywnikach. Stworzono je za pomocą engine’u gry i są przemyślane.
Ciekawie rozwiązano obsługę. Bohaterem równie sprawnie kieruje sią za pomocą klawiatury co myszy. Niczym w klasycznym point and clicku wskazujemy miejsce, w które udaje się George. Każdy przedmiot ma intuicyjnie wyświetlaną domyślną akcję. Jeśli daje się go użyć na kilka sposobów, z menu wybieramy interesującą nas opcję.
Fabuła wciąga, są zwroty akcji, postacie okazują się kimś innym, niż się wydawały – jedna z bohaterek okazuje się na przykład… zakonnicą. To wystarcza, by nas zaintrygować i przykuć do zabawy. Co więcej, cała gra ma swój unikatowy klimat. Coś, czym czarowały legendarne przygodówki. Buduje go muzyka, drobne żarciki i barwni bohaterowie. Nie chodzi tu tylko o ich wygląd, ale także o emocje, słabostki czy zainteresowania, różne drobiazgi, które czynią ich wyjątkowymi. Ochroniarz pozujący na Elvisa, napalony sprzedawca kabanosów czy diakon zakochany w fiacie 126 – takie charakterystyczne postacie stanowią o sile najnowszego Broken Sworda.
The Angel of Death to gra stworzona według starej szkoły przygodówek. Nie jest tak spektakularna jak współczesna konkurencja, ale lubiącym kombinować poszukiwaczom skarbów bez wątpienia się spodoba.
Recenzja ukazała się w PLAY 1/2007
Recenzja Broken Sword: The Angel of Death Opinii: 1
Recenzja Wallace And Gromit in Fright Of the Bumblebess
Recencja Sam & Max: Ice Station Santa
Redakcja Sam & Max Episode 2: Situation: Comedy
Recenzja Sherlock Holmes Kontra Arsène Lupin
Recenzja Sam & Max: Sezon 1





BRAK KOMENTARZY