Twórcy znów nie pojechali na reputacji: pierwszy odcinek nowego sezonu wysoko stawia poprzeczkę. Będzie jeszcze lepiej!

Gra nie zmieniła się wiele: małe przetasowania, nowe meble w biurze, ale najważniejsze jest dodanie systemu podpowiedzi, tak potrzebnego w absurdalnej przygodówce. Max naprowadza na trop, a sugestie są coraz bardziej konkretne aż do podania rozwiązania. Cudne, tak jak dodanie Samowi możliwości biegu, dzięki czemu przemierzanie tam i z powrotem lokacji już tak nie męczy.
Tym razem zwariował święty Mikołaj, którego egzorcyzmujemy za pomocą figurek czterech jeźdźców apokalipsy, a potem do skasowania nieudolnie przywołanego demona potrzebujemy trzech miniaturowych Mikołajów symbolizujących przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Dla nich naprawiamy trzy Boże Narodzenia. Skojarzenia z Dickensem na miejscu. Wciąż znakomite poczucie humoru, ale zrobiło się bardziej pieprznie: przy powiększaczu w studiu fotograficznym Max głośno i natarczywie zastanawia się, czy da się tu powiększać wyłącznie zdjęcia. Fajne są minigry, chociaż jazda samochodem zmieniła się za mało. Szkoda, że grafika dostała tylko efekt cieni, przydałby się już nowy engine. Ale to i tak najlepszy Sam & Max dotychczas.
Recenzja ukazała się w PLAY 1/2008
Recencja Sam & Max: Ice Station Santa Opinii: 1
Recenzja Wallace And Gromit in Fright Of the Bumblebess
Redakcja Sam & Max Episode 2: Situation: Comedy
Recenzja Sherlock Holmes Kontra Arsène Lupin
Recenzja Sam & Max: Sezon 1
Recenzja Gotowe na wszystko






BRAK KOMENTARZY